Mszyca – cichy zabójca

12 Lis, 2015 Chemirol Agroporady 0

Pełnienie warty jest ważne nie tylko w trakcie służby wojskowej, ale również podczas uprawy zbóż ozimych. Skuteczność ataku wroga zależy między innymi od czujności wartownika. Jesienne naloty mszycy czeremchowo-zbożowej śmiało możemy porównać do wtargnięcia nieprzyjaciela podczas nocnej warty. O tej porze roku desant może trwać długo, a pozwala go przerwać dopiero krytyczna temperatura -6°C bądź skuteczne odpieranie naporu przy zastosowaniu insektycydów. Po bliższym poznaniu wroga uświadomimy sobie, dlaczego jest tak groźny i kiedy może zaatakować.

Rozpoznanie…

Choć w naszych warunkach może występować nawet 40 gatunków mszyc, najczęściej odnotowuje się obecność trzech: mszycy czeremchowo-zbożowej, zbożowej i różano-trawowej. Największą i najbardziej niebezpieczną dywizję tworzą mszyce czeremchowo-zbożowe, które stanowią 70-80% całej armii. Do niedawna standardowy cykl rozwojowy opierał się na dwóch żywicielach. Latem żerowały na zbożach i trawach, a jesienią przelatywały na drzewa czeremchy, na których składały jaja na czas zimowania. Cykl zamykał się, gdy wiosną nowe pokolenie migrowało znów na zboża. Po raz pierwszy zaobserwowano jesienny zmasowany atak na młode oziminy w 1989 r. Zbudziło to zdziwienie wśród naukowców, gdyż o tym czasie mszyce powinny kierować się na czeremchy, a nie wracać na młode zboża ozime. Badania i analizy pozwoliły wyjaśnić te nietypowe zachowania. Newralgicznym momentem okazał się okres od czerwca do sierpnia. Występowanie w tym okresie co najmniej 72 godzin z temperaturami powyżej 25°C powoduje różnicowanie się form mszyc na zbożach. Tworzą się w ten sposób formy dzieworodne, które zapewniły sobie dalszy rozwój bez udziału… samców.

Seksmisja

Sytuację tę idealnie odzwierciedla film Juliusza Machulskiego Seksmisja. Armia bardzo dobrze zorganizowanych żołnierzy, chcąc dalszej kolonizacji, przelatuje w okresie żniw na dziko rosnące trawy oraz uprawy kukurydzy, gdzie podczas żerowania ich przewody pokarmowe zostają uzbrojone w potężną biologiczną broń – wirusa BYDV. W październiku dalszy rozwój wojsk, jeśli na to pozwolimy, odbywa się już na młodziutkich roślinach zbóż ozimych. Mszyca potrzebuje zaledwie kilku godzin, aby zainfekować ofiarę wirusem powodującym chorobę żółtej karłowatości jęczmienia oraz spowodować jej osłabienie w następstwie wyssania soków roślinnych.

Konsekwencje porażki

U zakażonych roślin występują dwojakie objawy: zahamowanie wzrostu oraz różne przebarwienia liści w zależności od gatunku. Jęczmień oraz pszenżyto przebarwiają się na żółto, pszenica na czerwono-pomarańczowo, żyto na rdzawobrązowo, a owies na fioletowo. Siła rażenia i liczba ofiar wśród poszkodowanych zależy od kilku czynników. Przede wszystkim duże znaczenie ma kondycja fizjologiczna, która wymiernie jest weryfikowana podczas wiosennego startu wegetacji – o czym mogliśmy się przekonać tej wiosny.

Skuteczna strategia – bagnet na broń!

Z badań Instytutu Ochrony Roślin w Poznaniu wynika, iż operacje wojskowe mszyc pod kryptonimem Seksmisja w związku z ociepleniem klimatu występują praktycznie co roku, bez przerwy od 1999 r. Wcześniej na przestrzeni 26 lat od początku prowadzenia badań (temperatur powyżej 25°C) tylko czterokrotnie mszyce zaatakowały jesienią. Po za tym czynnikiem sprzyjającym występowaniu mszyc o tej porze roku jest również duży udział w strukturze zasiewów kukurydzy. Dlatego tak ważne jest pełnienie warty, aby móc przeprowadzić skuteczną ofensywę, gdy nadleci wróg. Pamiętajmy, iż wygrywając jedną bitwę, nie wygrywamy wojny, która trwa tak długo, jak temperatury nie spadną poniżej -6°C.